Dlaczego mamy tak mało dobrych stomatologów?


Taką ostatnio filozoficzną rozkminę miałem w poczekalni u stomatologa.

Dlaczego mamy tak mało dobrych fachowców?

Znam sporo dentystów, ale tylko kilkoro z nich mogę polecić swoim znajomym. Większość z nich to niestety oporne na wiedzę konowały.
Mówcie co chcecie, ale gdy przeprowadzałem szkolenia z produktów wybielających, to robiłem wigilijnego karpia ze zdziwienia, jak dużymi potrafią być ignorantami LEKARZE stomatolodzy.
Celowo zaznaczyłem ich stopień, bo sprzedawców materiałów mają za gorszych od siebie, a tymczasem sami nie imponują wiedzą i doświadczeniem.

Wracając do szkoleń, to najbardziej zaskakiwało mnie, że nie tłumaczą ludziom jak mają używać np. żeli Opalescence. Gdy jednak poznałem ich wiedzę, to wszystko stawało się klarowne.
– naświetlanie zębów lampą
– cała strzykawka na jeden raz
– 35% zalecane na całą noc

Jeśli mają dawać takie porady, to może faktycznie i lepiej, że nic nie mówią.
Mogę mnożyć takie przykłady. Nie wymagam od nich znania wzorów oraz reakcji chemicznej jaka zachodzi w zębie, ale przeczytanie krótkiej ulotki produktowej to chyba niezbyt wiele i można to zrobić w przerwie na kawę.

Kolejna kwestia to zwykłe partactwo. Bez zająknięcia mógłbym wymieniać adresy największych partaczy w swoim fachu przez co najmniej 5 minut.
Brak odpowiednich narzędzi.
Brak wiedzy.
Brak meteriałów.
Brak empatii dla pacjenta.
Brak umiejętności.
Brak racjonalnego cennika.

Znam denystów, którzy nie potrafią znieczulić pacjenta, a swój brak umiejętności tłumaczą, że to szkodliwe i np. u nich w gabinecie nie znieczula się.

400 zł za wyrawanie zęba. 50 zł za znieczulenie. 300 zł za wykonanie winylowych nakładek.

I wiele, wiele innych przykładów. Bardzo duży odsetek słabych stomatologów znajduje się w małych miejscowościach, jednak i we Wrocławiu mnóstwo jest gabinetów, z których ludzie wychodzą niezadowoleni.
Nie rozumiem dlaczego ktoś kończy szkołę, marzy o swoim gabinecie, a gdy mu się to udaje, to tak partaczy robotę.